czwartek, 7 lipca 2011

Rozczarowanie w Argentynie, Albicelestes w trudnej sytuacji

           Bezbramkowym remisem zakończyło się spotkanie w grupie A, w którym Argentyńczycy grali z Kolumbią. Ten remis postawił podopiecznych Sergio Batisty w bardzo trudnej sytuacji. Po dwóch spotkaniach z dorobkiem zaledwie dwóch punktów zajmują drugie miejsce w grupie, ale dziś w nocy Boliwia gra z Kostaryką i jeśli to spotkanie wygra to będzie miała 4 oczka w swym dorobku. W ostatniej serii spotkań lider grupy, Kolumbia zagra właśnie z piłkarzami z Boliwii. W przypadku remisu w tym meczu ( o ile Boliwia zdobędą dziś 3 punkty) doszłoby do megasensacji, gdyż typowana do końcowego triumfu w rozgrywkach Argentyna musiałaby pożegnać się z Copa America.

           Mecz z Kolumbią, który odbył się w Santa Fe toczony był w szybkim tempie, a bramkarze obydwu zespołów nie mogli narzekać na brak pracy. Co ciekawe więcej razy wykazać musiał się golkiper Albicelestes. Pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie Argentyńczycy. W 18. minucie piłka po ni to strzale, ni dośrodkowaniu Estebana Cambiasso o mało co nie wpadła za kołnierz bramkarza Kolumbii. Martinez był jednak czujny i sparował strzał na rzut rożny. Kilka minut później powinno być 1:0 dla Kolumbii. Po dośrodkowaniu Dayro Moreno fatalnie zachował się Adrian Ramos, który z odległości 5 metrów posłał piłkę nad bramką. W 25. minucie groźnie strzelał wspomniany wyżej Moreno, ale nieznacznie się pomylił.

         Minutę później fatalny kiks Gabriela Milito sprawił, że oko w oko z bramkarzem Argentyny wyszedł Adrian Ramos. Minął go, lecz ofiarnym wślizgiem piłkę wybił mu Nicolas Burdisso. Zrobił to jednak na tyle niefortunnie, że tak spadła pod nogi Dayro Moreno, który miał pustą bramkę przed sobą. Strzał z 8 metrów minął jednak bramkę Argentyńczyków. To uderzenie zostanie prawdopodobnie wybrane jako kiks turnieju. Chyba sam Moreno nie wie, jak to możliwe, że w tak świetnej sytuacji piłka nie zatrzepotała w siatce.

         Najgroźniejszą sytuację podopieczni Batisty stworzyli sobie w 34. minucie, kiedy to po świetnym, prostopadłym podaniu od Messiego, w sytuacji sam na sam znalazł się Lavezzi. Piłkarz Napoli trafił jednak wprost w nogi Martineza. W końcówce dobre strzały Falcao i Moreno obronił jeszcze Romero i na przerwę obie drużyny schodziły przy stanie 0:0. Z pewnością bardziej zadowoleni z tego obrotu sprawy mogli być Argentyńczycy, którzy powinni po pierwszej połowie przegrywać co najmniej jedną bramką. Z pewnością Socios sympatyzujący z reprezentacją Argentyny liczyli, że w drugiej połowie gospodarze turnieju zagrają dużo lepiej.

          I rzeczywiście drugą połowę lepiej zaczęli Albicelestes, choć i tak w ich grze brakowało zgrania, koncentracji i dokładności. W 54. minucie strzał Javiera Mascherano z trudem obronił Martinez. 10 minut później po drugiej stronie boiska, bardzo dobry strzał z lewej nogi oddał Armero. Romero sparował to uderzenie końcówkami palców na rzut rozny. Dwie minuty później sam na sam z bohaterem poprzedniej akcji wyszedł napastnik FC Porto, Radamel Falcao i oddał bardzo mocny strzał, który z wielkim trudem odbił Sergio Romero. W 77. minucie mocny strzał Higuaina wybił na korner bramkarz Kolumbii,Luis Enrique Martinez, którego większość  polskich kibiców kojarzy z bramki, jaką zdobył w Chorzowie, gdy pokonał Tomasza Kuszczaka z odległości około 80 metrów. W 90. minucie trzy punkty Los Cafeteros mógł zapewnić strzał  Teo Gutierreza, ale jego uderzenie pewnie złapał bramkarz AZ Alkmaar.

          Po remisie z Kolumbią piłkarzy pożegnały gwizdy argentyńskich kibiców, którzy nie wyobrażają sobie, by Argentyna nie awansowała z grupy do kolejnej rundy rozgrywek.  Załamany swoją postawą, ale również dyspozycją kolegów był lider drużyny, Leo Messi. Mecze Copa America pokazują, jak wiele dla Messiego znaczy obecność Xaviego i Iniesty. Dwójka Hiszpanów rozgrywając umiejętnie piłkę w Barcelonie zawsze dawała troszkę więcej miejsca i luzu Messiemu, który gdy rozpędza się jest niemal nie do zatrzymania. Takich komfortowych warunków nie potrafią mu niestety zapewnić ani Ever Banega, ani Esteban Cambiasso. Kibicom Argentyny pozostaje wierzyć, że Argentyna pokona Kostarykę i liczyć na korzystne wyniki w pozostałych spotkaniach. Jeśli Albicelestes nie wyjdą z grupy to kto wie czy Sergio Batista nie będzie musiał uciekać, by skryć się w Andach.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Copa America w Argentynie, faworyci zawodzą, goli jak na lekarstwo

 

            Od kilku dni w Argentynie odbywa się turniej Copa America, najważniejszy turniej piłkarski w Ameryce Południowej organizowany przez federację CONMEBOL. Faworytem do zwycięstwa 43. edycji tych rozgrywek jest gospodarz mistrzostw, Argentyna z genialnym Leo Messim na czele. Jak pokazały pierwsze spotkania, główni pretendenci do końcowego sukcesu czyli wspomniana wyżej Argentyna oraz Brazylia nie mogą lekceważyć teoretycznie słabszych drużyn.

          
Leo Messi zawiódł w spotkaniu z Boliwią


                 Mecz otwarcia odbył się na stadionie w La Placie, w którym skazywana na pożarcie Boliwia grała z zespołem Albicelestes. Podopieczni Sergio Batisty przeważali przez pierwszą część spotkania, ale do przerwy gole nie padły. Drugą połowę lepiej rozpoczęli Boliwijczycy i to oni niespodziewanie objęli prowadzenie. Z rzutu rożnego dośrodkował Hjasmani Campos tam piłkę lekko trącił Rojas i futbolówka wpadła do bramki strzeżonej przez Sergio Romero. W tej sytuacji nie popisał się jednak Ever Banega, który powinien spokojnie wybić tę piłkę, która ślamazarnie leciała w kierunku krótkiego słupka. Wraz z kolejnymi minutami rósł napór oraz nerwowość w szeregach Argentyny. Albo świetne sytuacje marnowali kolejno Lavezzi , Tevez i Messi, albo świetnie bronił bramkarz Boliwijczyków. W 78. minucie musiał jednak skapitulować po kapitalnym strzale z powietrza wprowadzonego w drugiej połowie Kuna Aguero, który wykorzystał dośrodkowanie Nicolasa Burdisso. Argentyńczycy wciąż nacierali, ale nie udało im się już pokonać ponownie bramkarza rywali. Wynik 1:1 i wielka niespodzianka na początek mistrzostw. Po meczu niezadowolenia nie krył Leo Messi, który powiedział o drużynie rywali 
,,Zabarykadowali się, postawili autobus we własnym polu karnym i było nam bardzo ciężko"
Prawdę mówiąc, takie tłumaczenia bardziej znamy z gier psychologicznych Jose Mourinho i usprawiedliwień po przegranej walce z Klitschko przez Davida Haye'a

Walczący o piłkę Radamel Falcao
     
        W drugim meczu tej grupy Kolumbia skromnie 1:0 pokonała Kostarykę. Jedyną bramkę w meczu zdobył Adrian Ramos po podaniu pomocnika FC Porto, Freddy Guarina. Kolumbia z kompletem punktów prowadzi w grupie A. W następnej serii spotkań gospodarze zagrają z Kolumbią a Boliwia spotka się z Kostaryką. Mecze te odbędą się kolejno 6 i 7 lipca.

Neymar w pojedynku z dwoma obrońcami Wenezueli

                      W grupie B statystycy zajmujący się korygowaniem zmian w liczbie goli i punktów nie mieli zbyt wiele pracy, bo w obu spotkaniach tj. Brazylia-Wenezuela oraz Paragwaj-Ekwador gole nie padły i status quo zostało zachowane. Zwłaszcza remis w tym pierwszym meczu można uznać za dużą niespodziankę. Szanse na zdobycie bramki mieli zarówno Canarinhos jak i drużyna Cesara Fariasa. W decydujących momentach zawodzili jednak napastnicy obu drużyn albo świetnie bronili bramkarze. W 39. minucie spotkania Brazylii należał się rzut karny po tym jak zmierzającą do bramki piłkę, ręką zatrzymał obrońca Wenezueli. 5 minut później dobrą sytuację miała wschodząca gwiazda Canarinhos, Neymar. Jego strzał został jednak zablokowany. W 73. minucie niezłą okazję dla Wenezueli miał Arango, ale jego strzał z około 16 metrów minął bramkę Julio Cesara. Wynik 0:0 utrzymał się do końca spotkania i druga niespodzianka stała się faktem. Mimo wyniku należy podkreślić bardzo aktywną, choć często samolubną postawę młodziutkiego Neymara.

Cristian "Chucho" Benitez ( z prawej) często próbował cofać się po piłkę
   

                 W drugim spotkaniu tej grupy punktami podzieliły się reprezentacje Paragwaju i Ekwadoru. Obie drużyny miały swoje dobre okazje na zdobycie gola. Po bardzo ładnej, indywidualnej akcji gola powinien zdobyć Cristian "Chucho" Benitez, ale świetnie interweniował Justo Villar. Z drugiej strony swe okazje marnowali: Roque Santa Cruz, Barrios oraz Marcelo Estigarribia. Bardzo dobrze w bramce Ekwadoru spisywał się najstarszy uczestnik Copa America 2011 czyli Marcelo Elizaga, który w kwietniu skończył 39 lat. Obie drużyny do końca próbowały zmienić wynik spotkania, ale ani strzały Haedo Valdeza, ani Zeballosa nie odmieniły losów tego meczu. Następne mecze w tej grupie już 9 lipca



niedziela, 3 lipca 2011

Trwa piękny sen Djokovica, Serb zwycięzcą Wimbledonu

 Serb Novak Djokovic zwyciężył w rozgrywanym na kortach trawiastych Wimbledonie. W finale po bardzo dobrej grze pokonał rozstawionego z numerem 1 Rafaela Nadala 6:4 6:1 1:6 6:3. Obaj zawodnicy w prawie 2,5 godzinnym pojedynku wspięli się na wyżyny umiejętności a o wygranej Djokovica zdecydowała bardzo dobra dyspozycja serwisowa oraz niewielka liczba niewymuszonych błędów.

   1 set.
   
Obaj zawodnicy konsekwentnie wygrywali swe podania do stanu 4:4. Wówczas na prowadzenie wyszedł Djokovic, a w następnym gemie przełamał Nadala, mimo iż Hiszpan prowadził w nim 30:0. Pierwszy set to 6:4 dla Novaka, który co było wiadome już po spotkaniu z Tsongą został liderem  rankingu ATP Tour.( ale dopiero od poniedziałku)

   2 set.

Drugiego seta rozpoczął nie bez problemów popularny Nole, który wygrał swoje podanie, choć przegrywał już 0:30. Potem było jużtylko lepiej. Następny gem, przełamanie i 2:0 dla Djokovica zwiastowało zwycięstwo także w secie numer 2. Później zawodnicy wygrywali na przemian swoje podania do stanu 4:1. Wtedy to drugi raz w tym secie, a trzeci w meczu Novak przełamał Hiszpana. Seta zakończył wygrywając swój gem serwisowy na sucho. 6:1 i trzeba przyznać, że Novak Djokovic był w gazie, natomiast Nadal wyglądał na pogodzonego z porażką, gdyż kręcił wymownie głową i patrzył błagalnym wzrokiem w kierunku wujka Toniego. Zupełnie jakby szukał wskazówki, jak grać ze świetnie dysponowanym przez 2 sety Serbem.

   3 set.

Jak piękny i nieprzewidywalny potrafi być sport pokazał set numer 3. Wydawało się, że nic i nikt nie jest w stanie powstrzymać grającego jak maszyna Djokovica. Tymczasem niczym niedźwiedź ze snu zimowego obudził się Rafael Nadal. Hiszpan wyszedł na prowadzenie 3:0 a później jeszcze raz złamał Serba i ostatecznie wygrał 3 seta w takim samym stosunku w jakim Serb zwyciężył w drugim czyli 6:1. To był koncert gry urodzonego w Manacor Nadala, a Nole wyglądał na przestraszonego i niepewnego.

   4 set.

Czwarty i jak się okazało ostatni set rozpoczął się nerwowo dla tenisisty urodzonego w Belgradzie. Pierwszego gema wygrał do 30, choć Nadal prowadził w nim 30:0 i Nole serwował z drugiego podania. Po pierwszym trudnym gemie, niespodziewanie Novak odżył i w gemie serwisowym Hiszpana złamał go do 15. Dwa gemy przewagi Serba i wydawało się, że jest on na ostatniej prostej, by wygrać ten najstarszy turniej tenisowy w historii. 24-latek poczuł się chyba zbyt pewnie, bo przegrał swoje podanie ,a następnie nie zdobył nawet punktu w gemie serwisowym Rafaela Nadala. Było po 2.  Na swoje szczęście Serb otrząsnął się i wygrał swój gem serwisowy na sucho i stawił opór w 6 gemie tego seta.Rafael Nadal nie dał się jednak złamać i wygrał go do 30. W 7 gemie Djokovic wygrał do 15 i w takim samym stosunku złamał rywala w gemie następnym. Przy stanie 5:3 serwował Novak Djokovic i pomimo nerwowego początku zwyciężył gema, który dał mu zwycięstwo w secie 6:3 i w całym meczu 3-1.

          Nowym królem Wimbledonu został Serb Novak Djokovic, który od tego poniedziałku został także liderem ATP Tour legitymując się( wliczając w to Puchar Davisa) fantastycznym dorobkiem w tym roku 52-1 ( jedyna porażka z Federerem w półfinale Rolanda Garrosa). Co ciekawe było to piąte z rzędu zwycięstwo Serba nad Nadalem, ale mimo to bilans jest wciąż korzystny dla Hiszpana ( 16-12). Pytanie jakie zadaje sobie większość osób interesujących się tenisem to: Czy nastała nowa era? Czy po dominacji Federera i Nadala nadeszła era Djokovica? Pod koniec sierpnia odbędzie się ostatni Wielkoszlemowy turniej US Open. Ciekawe jak tam spisze się nowy lider rankingu tenisistów.



Nadal (Hiszpania)Djokovic (Serbia)
1 serwis %64 of 82 = 78 %69 of 95 = 73 %
Asy serwisowe57
Podwójne błędy11
Niewymuszone błędy1512
Procent wygranych piłek po 1 serwisie43 of 64 = 67 %50 of 69 = 72 %
Procent wygranych piłek po drugim serwisie8 of 18 = 44 %14 of 26 = 54 %
Piłki kończące2127
Wygrane punkty z odbioru31 of 95 = 33 %31 of 82 = 38 %
Break pointy3 of 6 = 50 %5 of 6 = 83 %
akcje przy siatce6 of 9 = 67 %19 of 26 = 73 %
Najszybszy serwis ( mile)126 MPH126 MPH
Przeciętna szybkość serwisu z pierwszego podania 118 MPH117 MPH
Przeciętna szybkość serwisu z drugiego podania89 MPH93 MPH

środa, 1 czerwca 2011

Podsumowanie sezonu na europejskich boiskach

HISZPANIA
         

          Sezon piłkarski 2010/2011w najsilniejszych ligach Europy dobiegł końca. Mistrzostwo Hiszpanii zdobyła grająca piękny, widowiskowy i skuteczny futbol Barcelona wyprzedzając w końcowej klasyfikacji Real Madryt o 4 oczka. Równie ciekawa była walka o tytuł króla strzelców. W tej klasyfikacji do ostatnich kolejek o trofeum  el pichichi walczyli Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Ostatecznie z dorobkiem 40 bramek zwyciężył Portugalczyk wyprzedzając Argentyńczyka o 9 trafień dzięki fantastycznej dyspozycji strzeleckiej w ostatnich kolejkach. Na pocieszenie Realowi został Puchar Króla. W finale po dogrywce Królewscy pokonali Barcelonę 1:0, a gola na wagę tytułu strzelił głową CR7. Zawodnicy Realu tak bardzo się cieszyli po tej wygranej, że Sergio Ramos upuścił trofeum Copa del Rey w trakcie powrotu do stolicy Hiszpanii. Puchar wpadł pod koła autobusu na szczęście nie uległ większym zniszczeniom.


Leo Messi trzymający puchar Ligi Mistrzów
      W przyszłorocznej Lidze Mistrzów oprócz Barcy i Realu wystąpi także Valencia. W eliminacjach walczyć   będzie żółta łódź podwodna czyli Villarreal. Barcelona zakończyła sezon tryumfem w Lidze Mistrzów pokonując na Wembley Manchester United 3:1 (1:1). Gole w tym meczu dla Blaugrany zdobywali kolejno Pedro, Messi i Villa. Piłkarzem meczu został wybrany zdobywca drugiej bramki dla Barcelony. Honorowego gola Manchesteru zdobył Wayne Rooney. W lidze europejskiej Hiszpanię będą reprezentować: Atletico Madryt, FC Sevilla, Athletic Bilbao oraz Espanyol Barcelona.

piątek, 22 kwietnia 2011

Weekend z Premier League





W 34. kolejce Premiership lider tabeli Manchester United będzie podejmował na swoim stadionie drużynę Davida Moyesa Everton. Po ostatnich remisach Czerwonych Diabłów z Newcastle i Arsenalu z Tottenhamem do walki o mistrzostwo włączyła się dość niespodziewanie Chelsea. W starciu z ekipą z Liverpoolu może zabraknąć najskuteczniejszego strzelca Premier League Dymitara Berbatowa, bowiem Bułgar nabawił się drobnego urazu pachwiny. Na pewno w meczu tym nie wystąpi Paul Scholes, który w dalszym ciągu jest zawieszony za czerwoną kartkę jaką ujrzał w spotkaniu Pucharu Anglii z Manchesterem City.

Cieszy z pewnością powrót do drużyny zmagającego się ostatnio z kontuzją łydki Rafaela Da Silvy. Wciąż nieobecny jest natomiast Darren Fletcher, ale Szkot ma być do dyspozycji sir Alexa Fergusona w przeciągu najbliższych 2 tygodni.

Jeśli chodzi o drużynę Evertonu to w starciu z United powinien wystąpić John Heitinga, który nie zagrał w meczu z Blackburn z powodu problemów ze ścięgnem udowym. Bliscy powrotu do zdrowia są Australijczyk Tim Cahill oraz Mikel Arteta. Jednak obaj zawodnicy raczej w meczu z Manchesterem United nie zagrają.W pierwszym spotkaniu trwającego sezonu w Liverpoolu padło aż sześć bramek (3:3). United byli niemal pewni wywiezienia kompletu punktów z Goodison Park, ale The Toffies zdobyli w doliczonym czasie gry zdobyli dwa gole i doprowadzili do wyrównania.


Forma Czerwonych Diabłów w Teatrze Marzeń jest godna pozazdroszczenia. Spośród ostatnich 18 ligowych spotkań na Old Trafford wygrali aż 17, a teraz przyjdzie zmierzyć im się z ekipą Evertonu, która nie zwyciężyła na tym terenie w lidze już od prawie 19 lat. Wygranie 3 spotkań może dać podopiecznym Sir Alexa Fergusona 19 tytuł mistrzowski, co pozwoliłoby stać się samodzielnym liderem w ilości wygranych trofeów mistrzowskich. Obecnie Manchester dzierży ten rekord wspólnie z Liverpoolem. Osobiście mam nadzieję, że Manchester powtórzy sukces rezerw, które tydzień temu pokonały drugi garnitur Evertonu 2:0. Początek meczu o 13.45

sobota, 9 kwietnia 2011

Podsumowanie pucharowe

Od wtorku do czwartku kibice piłki nożnej mogli pasjonować się ćwierćfinałami Ligi Mistrzów oraz Ligi Europejskiej.Grad goli, niespodzianki i spektakularne parady bramkarskie tak w skrócie można podsumować to co stało się na europejskich boiskach. Zacznijmy od wtorkowych potyczek pomiędzy Realem Madryt a Tottenhamem oraz spotkaniem na San SIro gdzie miejscowy Inter podejmował Schalke 04 Gelsenkirchen.

WTOREK:


  Na Santiago Bernabeu Real Madryt, którego szeregi wzmocnił wracający po kontuzji Cristiano Ronaldo podejmował Tottenham Hotspur. Faworytem spotkania byli Królewscy, jednak należało pamiętać, iż podopieczni Harry'ego Redknappa wyeliminowali w poprzedniej rundzie Milan. Mecz szybko potoczył się po myśli drużyny prowadzonej przez Jose Mourinho. Już w 4. minucie Emmanuel Adebayor strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego dał gospodarzom prowadzenie. Jeśli taki początek meczu dla Tottenhamu  można nazwać trudnym to bardzo ciężko było od 15 minuty, kiedy to Peter Crouch w idiotyczny sposób sfaulował Marcelo za co dostał drugą żółtą kartkę i w konsekwencji czerwoną. Schodząc do szatni Anglik nie podszedł do swojego trenera, lecz przemknął obok Jose Mourinho, tak jakby bał się reakcji Redknappa. Od tego momentu Real panował na boisku niepodzielnie. Drugiego gola w spotkaniu zdobył po przerwie Adebayor i znowu uczynił to strzałem głową. Gomes nawet nie drgnął. Trzecią i najpiękniejszą zarazem bramkę zdobył w 72. minucie Angel Di Maria. Pomocnik Królewskich pięknym strzałem z lewej nogi w okienko uradował fanów zgromadzonych na Santiago Bernabeu. Dzieła zniszczenia dopełnił w 87. minucie Cristiano Ronaldo mocnym strzałem z woleja po podaniu wprowadzonego w drugiej połowie Kaki. Nie bez winy przy tej bramce był brazylijski bramkarz Tottenhamu. 4:0 dla Realu i rewanż na White Hart Lane powinien być formalnością...a w półfinale...no cóż czeka nas bardzo ciekawy kwiecień. Szykuje się kilka Los Classicos w kwietniu.


Ubiegłoroczny triumfator Ligi Mistrzów Inter Mediolan mierzył swoje siły z drużyną Schalke Gelsenkirchen. Wielu tiffosi włoskiej drużyny już bardziej myślami było przy półfinale. Manchester czy Chelsea??- wielu z nich zastanawiało się na kogo lepiej trafić w następnej rundzie. Jakże zimny prysznic spotkał ich oraz piłkarzy Interu w ten wtorkowy wieczór. Zaczęło się zgodnie z planem. Już w pierwszej akcji meczu, bramkarz gości Manuel Neuer wyprzedził Milito i wybił piłkę na środek boiska. Tam był Dejan Stankovic, który niewiele myśląc uderzył z woleja. Idealnie. Będący poza szesnastką Neuer nie zdążył wrócić i Inter objął prowadzenie. Bramka Serba do złudzenia przypomina jego gola strzelonego w meczu z Genuą z zeszłego roku, kiedy to Mediolańczycy rozgromili rywala wygrywając na jego stadionie 5:0. Jednak kwadrans później kibiców Interu uciszył Joel Matip dobijając strzała Papadopoulosa. Nerazzuri odpowiedzieli w 34. minucie golem Milito. W tej akcji świetnie zachował się Cambiasso, który po dośrodkowaniu Sneijdera dostrzegł lepiej ustawionego Argentyńczyka i wystawił mu piłkę jak na patelni zgrywając do niego głową. Wydawało się, żę na przerwę podopieczni Leonardo zejdą z jednobramkowym prowadzeniem. Nic bardziej mylnego. Zaledwie trzy minuty później Edu doprowadził do remisu dobijając piłkę, którą odbił do boku Julio Cesar. Do przerwy było zatem 2:2. Potem na boisku istniał tylko jeden zespół...i nie był to Inter Mediolan.Najpierw Raul, potem samobójczy gol Ranocchii dały prowadzenie 4:2. Mediolańczyków pogrążył zaś Edu. Schalke po raz pierwszy w historii strzeliło 5 goli w Lidze Mistrzów. Osiągnięcie tym większe, gdy weźmiemy pod uwagę na jakim etapie rozgrywek, z jaką drużyną i na jakim stadionie to następiło. Mediolańczyków pożegnały gwizdy. Gdyby ktoś przed meczem powiedział, że sprawa awansu zamknie się niemal na pewno na San Siro to wszyscy zgodnie stwierdziliby, że Inter jest w następnej rundzie. Tymczasem to Schalke niemal na pewno zagra z lepszym z pary Manchester United- Chelsea Londyn


wtorek, 5 kwietnia 2011

Z piekła do nieba, hat-trick Rooneya. Manchester powiększa przewagę nad rywalami

Wayne Rooney strzela gola z rzutu karnego na 3:2
W 31. kolejce Premiership londyński West Ham podejmował na Upton Park Manchester United. Gości, pod nieobecność odsuniętego na pięć spotkań Sir Alexa Fergusona poprowadził jego asystent Mick Phelan. Po pierwszej połowie nikt kto sympatyzuje z drużyną Czerwonych Diabłów nie mógł mieć powodów do radości. Dwa rzuty karne podyktowane odpowiednio za rękę  Patrice'a Evry i faul Vidica na Cole'u, na bramki zamienił Mark Noble. Do przerwy walczące o ligowy byt Młoty prowadziły zatem 2:0. W przerwie Sir Alex Ferguson nakazał Phelanowi wprowadzenie Javiera "Chicharito" Hernandeza w miejsce wyjątkowo słabo dysponowanego Evry. Obraz gry w drugiej połowie diametralnie się zmienił. Manchester United zaczął wreszcie groźniej atakować i co najważniejsze strzelać w kierunku bramki Greena. W 65.minucie gry kontaktową bramkę z rzutu wolnego zdobył Wayne Rooney. 8 minut później ten sam zawodnik kapitalnie przyjął piłkę po podaniu od Valencii i mocnym,płaskim strzałem z 15 metrów doprowadził do remisu. Do końca spotkania zostawał kwadrans i goście dostali wiatru w żagle. W 79. minucie sędzia Lee Mason podyktował wątpliwy rzut karny dla Manchesteru po zagraniu ręką Matthew Upsona. Obrońca gospodarzy został z bliskiej odległości nabity w rękę. Jedenastkę pewnie wykonał Rooney kompletując w ten sposób klasycznego hat-tricka. United wreszcie wyszło na prowadzenie, ale wcale nie zamierzało się bronić. Gospodarzy dobił w 84 minucie wprowadzony po przerwie Hernandez, pakując piłkę do siatki wślizgiem po wcześniejszym ni to strzale ni dośrodkowaniu Ryana Giggsa. Manchester z Tomaszem Kuszczakiem w bramce wygrał 4:2 i to zwycięstwo na pewno podniosło morale drużyny przed zbliżającą się arcytrudną przeprawą z Chelsea Londyn w Lidze Mistrzów. Czerwone Diabły dzięki zwycięstwu na Upton Park powiększyły przewagę nad  drugim Arsenalem do 7 pkt, ale Kanonierzy, którzy w miniony weekend zaledwie zremisowali z Blackburn, mają jeden mecz zaległy. Zdobywca trzech goli w spotkaniu Wayne Rooney został zawieszony przez Angielską Federację na dwa mecze. To kara za wulgaryzmy wypowiedziane do kamery po strzeleniu gola na 3:2.

Wyniki 31. kolejki Premier League
                                                                          


 2 kwietnia 
 FTWest Ham U.4Manchester U.
 FTBirmingham C.1Bolton W.
 FTEverton2Aston Villa
 FTNewcastle U.4 - 1Wolverhampton W.
 FTStoke C.1Chelsea
 FTWest Bromwich A.1Liverpool
 FTWigan Athletic0 - 0Tottenham H.
 FTArsenal0 - 0Blackburn R.
 3 kwietnia 

 FTFulham3 - 0Blackpool
 FTManchester C.5 - 0Sunderland






Premier League - tabela

lpdrużynampktbr
1Man United316668:32
2Arsenal305959:29
3Man City315650:27
4Chelsea305554:25
5Tottenham305041:34
6Liverpool314542:38
7Everton314142:41
8Bolton314043:43
9Newcastle313948:46
10Fulham313836:33
11Stoke313837:39
12Sunderland313833:42
13West Bromwich313643:57
14Blackburn313439:51
15Birmingham303430:42
16Aston Villa313439:53
17Blackpool313345:63
18West Ham313238:53
19Wolverhampton313236:53
20Wigan313129:51
legendaLMlegendaelim. LMlegendaL. EuropylegendaSpadek