piątek, 22 kwietnia 2011

Weekend z Premier League





W 34. kolejce Premiership lider tabeli Manchester United będzie podejmował na swoim stadionie drużynę Davida Moyesa Everton. Po ostatnich remisach Czerwonych Diabłów z Newcastle i Arsenalu z Tottenhamem do walki o mistrzostwo włączyła się dość niespodziewanie Chelsea. W starciu z ekipą z Liverpoolu może zabraknąć najskuteczniejszego strzelca Premier League Dymitara Berbatowa, bowiem Bułgar nabawił się drobnego urazu pachwiny. Na pewno w meczu tym nie wystąpi Paul Scholes, który w dalszym ciągu jest zawieszony za czerwoną kartkę jaką ujrzał w spotkaniu Pucharu Anglii z Manchesterem City.

Cieszy z pewnością powrót do drużyny zmagającego się ostatnio z kontuzją łydki Rafaela Da Silvy. Wciąż nieobecny jest natomiast Darren Fletcher, ale Szkot ma być do dyspozycji sir Alexa Fergusona w przeciągu najbliższych 2 tygodni.

Jeśli chodzi o drużynę Evertonu to w starciu z United powinien wystąpić John Heitinga, który nie zagrał w meczu z Blackburn z powodu problemów ze ścięgnem udowym. Bliscy powrotu do zdrowia są Australijczyk Tim Cahill oraz Mikel Arteta. Jednak obaj zawodnicy raczej w meczu z Manchesterem United nie zagrają.W pierwszym spotkaniu trwającego sezonu w Liverpoolu padło aż sześć bramek (3:3). United byli niemal pewni wywiezienia kompletu punktów z Goodison Park, ale The Toffies zdobyli w doliczonym czasie gry zdobyli dwa gole i doprowadzili do wyrównania.


Forma Czerwonych Diabłów w Teatrze Marzeń jest godna pozazdroszczenia. Spośród ostatnich 18 ligowych spotkań na Old Trafford wygrali aż 17, a teraz przyjdzie zmierzyć im się z ekipą Evertonu, która nie zwyciężyła na tym terenie w lidze już od prawie 19 lat. Wygranie 3 spotkań może dać podopiecznym Sir Alexa Fergusona 19 tytuł mistrzowski, co pozwoliłoby stać się samodzielnym liderem w ilości wygranych trofeów mistrzowskich. Obecnie Manchester dzierży ten rekord wspólnie z Liverpoolem. Osobiście mam nadzieję, że Manchester powtórzy sukces rezerw, które tydzień temu pokonały drugi garnitur Evertonu 2:0. Początek meczu o 13.45

sobota, 9 kwietnia 2011

Podsumowanie pucharowe

Od wtorku do czwartku kibice piłki nożnej mogli pasjonować się ćwierćfinałami Ligi Mistrzów oraz Ligi Europejskiej.Grad goli, niespodzianki i spektakularne parady bramkarskie tak w skrócie można podsumować to co stało się na europejskich boiskach. Zacznijmy od wtorkowych potyczek pomiędzy Realem Madryt a Tottenhamem oraz spotkaniem na San SIro gdzie miejscowy Inter podejmował Schalke 04 Gelsenkirchen.

WTOREK:


  Na Santiago Bernabeu Real Madryt, którego szeregi wzmocnił wracający po kontuzji Cristiano Ronaldo podejmował Tottenham Hotspur. Faworytem spotkania byli Królewscy, jednak należało pamiętać, iż podopieczni Harry'ego Redknappa wyeliminowali w poprzedniej rundzie Milan. Mecz szybko potoczył się po myśli drużyny prowadzonej przez Jose Mourinho. Już w 4. minucie Emmanuel Adebayor strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego dał gospodarzom prowadzenie. Jeśli taki początek meczu dla Tottenhamu  można nazwać trudnym to bardzo ciężko było od 15 minuty, kiedy to Peter Crouch w idiotyczny sposób sfaulował Marcelo za co dostał drugą żółtą kartkę i w konsekwencji czerwoną. Schodząc do szatni Anglik nie podszedł do swojego trenera, lecz przemknął obok Jose Mourinho, tak jakby bał się reakcji Redknappa. Od tego momentu Real panował na boisku niepodzielnie. Drugiego gola w spotkaniu zdobył po przerwie Adebayor i znowu uczynił to strzałem głową. Gomes nawet nie drgnął. Trzecią i najpiękniejszą zarazem bramkę zdobył w 72. minucie Angel Di Maria. Pomocnik Królewskich pięknym strzałem z lewej nogi w okienko uradował fanów zgromadzonych na Santiago Bernabeu. Dzieła zniszczenia dopełnił w 87. minucie Cristiano Ronaldo mocnym strzałem z woleja po podaniu wprowadzonego w drugiej połowie Kaki. Nie bez winy przy tej bramce był brazylijski bramkarz Tottenhamu. 4:0 dla Realu i rewanż na White Hart Lane powinien być formalnością...a w półfinale...no cóż czeka nas bardzo ciekawy kwiecień. Szykuje się kilka Los Classicos w kwietniu.


Ubiegłoroczny triumfator Ligi Mistrzów Inter Mediolan mierzył swoje siły z drużyną Schalke Gelsenkirchen. Wielu tiffosi włoskiej drużyny już bardziej myślami było przy półfinale. Manchester czy Chelsea??- wielu z nich zastanawiało się na kogo lepiej trafić w następnej rundzie. Jakże zimny prysznic spotkał ich oraz piłkarzy Interu w ten wtorkowy wieczór. Zaczęło się zgodnie z planem. Już w pierwszej akcji meczu, bramkarz gości Manuel Neuer wyprzedził Milito i wybił piłkę na środek boiska. Tam był Dejan Stankovic, który niewiele myśląc uderzył z woleja. Idealnie. Będący poza szesnastką Neuer nie zdążył wrócić i Inter objął prowadzenie. Bramka Serba do złudzenia przypomina jego gola strzelonego w meczu z Genuą z zeszłego roku, kiedy to Mediolańczycy rozgromili rywala wygrywając na jego stadionie 5:0. Jednak kwadrans później kibiców Interu uciszył Joel Matip dobijając strzała Papadopoulosa. Nerazzuri odpowiedzieli w 34. minucie golem Milito. W tej akcji świetnie zachował się Cambiasso, który po dośrodkowaniu Sneijdera dostrzegł lepiej ustawionego Argentyńczyka i wystawił mu piłkę jak na patelni zgrywając do niego głową. Wydawało się, żę na przerwę podopieczni Leonardo zejdą z jednobramkowym prowadzeniem. Nic bardziej mylnego. Zaledwie trzy minuty później Edu doprowadził do remisu dobijając piłkę, którą odbił do boku Julio Cesar. Do przerwy było zatem 2:2. Potem na boisku istniał tylko jeden zespół...i nie był to Inter Mediolan.Najpierw Raul, potem samobójczy gol Ranocchii dały prowadzenie 4:2. Mediolańczyków pogrążył zaś Edu. Schalke po raz pierwszy w historii strzeliło 5 goli w Lidze Mistrzów. Osiągnięcie tym większe, gdy weźmiemy pod uwagę na jakim etapie rozgrywek, z jaką drużyną i na jakim stadionie to następiło. Mediolańczyków pożegnały gwizdy. Gdyby ktoś przed meczem powiedział, że sprawa awansu zamknie się niemal na pewno na San Siro to wszyscy zgodnie stwierdziliby, że Inter jest w następnej rundzie. Tymczasem to Schalke niemal na pewno zagra z lepszym z pary Manchester United- Chelsea Londyn


wtorek, 5 kwietnia 2011

Z piekła do nieba, hat-trick Rooneya. Manchester powiększa przewagę nad rywalami

Wayne Rooney strzela gola z rzutu karnego na 3:2
W 31. kolejce Premiership londyński West Ham podejmował na Upton Park Manchester United. Gości, pod nieobecność odsuniętego na pięć spotkań Sir Alexa Fergusona poprowadził jego asystent Mick Phelan. Po pierwszej połowie nikt kto sympatyzuje z drużyną Czerwonych Diabłów nie mógł mieć powodów do radości. Dwa rzuty karne podyktowane odpowiednio za rękę  Patrice'a Evry i faul Vidica na Cole'u, na bramki zamienił Mark Noble. Do przerwy walczące o ligowy byt Młoty prowadziły zatem 2:0. W przerwie Sir Alex Ferguson nakazał Phelanowi wprowadzenie Javiera "Chicharito" Hernandeza w miejsce wyjątkowo słabo dysponowanego Evry. Obraz gry w drugiej połowie diametralnie się zmienił. Manchester United zaczął wreszcie groźniej atakować i co najważniejsze strzelać w kierunku bramki Greena. W 65.minucie gry kontaktową bramkę z rzutu wolnego zdobył Wayne Rooney. 8 minut później ten sam zawodnik kapitalnie przyjął piłkę po podaniu od Valencii i mocnym,płaskim strzałem z 15 metrów doprowadził do remisu. Do końca spotkania zostawał kwadrans i goście dostali wiatru w żagle. W 79. minucie sędzia Lee Mason podyktował wątpliwy rzut karny dla Manchesteru po zagraniu ręką Matthew Upsona. Obrońca gospodarzy został z bliskiej odległości nabity w rękę. Jedenastkę pewnie wykonał Rooney kompletując w ten sposób klasycznego hat-tricka. United wreszcie wyszło na prowadzenie, ale wcale nie zamierzało się bronić. Gospodarzy dobił w 84 minucie wprowadzony po przerwie Hernandez, pakując piłkę do siatki wślizgiem po wcześniejszym ni to strzale ni dośrodkowaniu Ryana Giggsa. Manchester z Tomaszem Kuszczakiem w bramce wygrał 4:2 i to zwycięstwo na pewno podniosło morale drużyny przed zbliżającą się arcytrudną przeprawą z Chelsea Londyn w Lidze Mistrzów. Czerwone Diabły dzięki zwycięstwu na Upton Park powiększyły przewagę nad  drugim Arsenalem do 7 pkt, ale Kanonierzy, którzy w miniony weekend zaledwie zremisowali z Blackburn, mają jeden mecz zaległy. Zdobywca trzech goli w spotkaniu Wayne Rooney został zawieszony przez Angielską Federację na dwa mecze. To kara za wulgaryzmy wypowiedziane do kamery po strzeleniu gola na 3:2.

Wyniki 31. kolejki Premier League
                                                                          


 2 kwietnia 
 FTWest Ham U.4Manchester U.
 FTBirmingham C.1Bolton W.
 FTEverton2Aston Villa
 FTNewcastle U.4 - 1Wolverhampton W.
 FTStoke C.1Chelsea
 FTWest Bromwich A.1Liverpool
 FTWigan Athletic0 - 0Tottenham H.
 FTArsenal0 - 0Blackburn R.
 3 kwietnia 

 FTFulham3 - 0Blackpool
 FTManchester C.5 - 0Sunderland






Premier League - tabela

lpdrużynampktbr
1Man United316668:32
2Arsenal305959:29
3Man City315650:27
4Chelsea305554:25
5Tottenham305041:34
6Liverpool314542:38
7Everton314142:41
8Bolton314043:43
9Newcastle313948:46
10Fulham313836:33
11Stoke313837:39
12Sunderland313833:42
13West Bromwich313643:57
14Blackburn313439:51
15Birmingham303430:42
16Aston Villa313439:53
17Blackpool313345:63
18West Ham313238:53
19Wolverhampton313236:53
20Wigan313129:51
legendaLMlegendaelim. LMlegendaL. EuropylegendaSpadek