WTOREK:
Na Santiago Bernabeu Real Madryt, którego szeregi wzmocnił wracający po kontuzji Cristiano Ronaldo podejmował Tottenham Hotspur. Faworytem spotkania byli Królewscy, jednak należało pamiętać, iż podopieczni Harry'ego Redknappa wyeliminowali w poprzedniej rundzie Milan. Mecz szybko potoczył się po myśli drużyny prowadzonej przez Jose Mourinho. Już w 4. minucie Emmanuel Adebayor strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego dał gospodarzom prowadzenie. Jeśli taki początek meczu dla Tottenhamu można nazwać trudnym to bardzo ciężko było od 15 minuty, kiedy to Peter Crouch w idiotyczny sposób sfaulował Marcelo za co dostał drugą żółtą kartkę i w konsekwencji czerwoną. Schodząc do szatni Anglik nie podszedł do swojego trenera, lecz przemknął obok Jose Mourinho, tak jakby bał się reakcji Redknappa. Od tego momentu Real panował na boisku niepodzielnie. Drugiego gola w spotkaniu zdobył po przerwie Adebayor i znowu uczynił to strzałem głową. Gomes nawet nie drgnął. Trzecią i najpiękniejszą zarazem bramkę zdobył w 72. minucie Angel Di Maria. Pomocnik Królewskich pięknym strzałem z lewej nogi w okienko uradował fanów zgromadzonych na Santiago Bernabeu. Dzieła zniszczenia dopełnił w 87. minucie Cristiano Ronaldo mocnym strzałem z woleja po podaniu wprowadzonego w drugiej połowie Kaki. Nie bez winy przy tej bramce był brazylijski bramkarz Tottenhamu. 4:0 dla Realu i rewanż na White Hart Lane powinien być formalnością...a w półfinale...no cóż czeka nas bardzo ciekawy kwiecień. Szykuje się kilka Los Classicos w kwietniu.
Ubiegłoroczny triumfator Ligi Mistrzów Inter Mediolan mierzył swoje siły z drużyną Schalke Gelsenkirchen. Wielu tiffosi włoskiej drużyny już bardziej myślami było przy półfinale. Manchester czy Chelsea??- wielu z nich zastanawiało się na kogo lepiej trafić w następnej rundzie. Jakże zimny prysznic spotkał ich oraz piłkarzy Interu w ten wtorkowy wieczór. Zaczęło się zgodnie z planem. Już w pierwszej akcji meczu, bramkarz gości Manuel Neuer wyprzedził Milito i wybił piłkę na środek boiska. Tam był Dejan Stankovic, który niewiele myśląc uderzył z woleja. Idealnie. Będący poza szesnastką Neuer nie zdążył wrócić i Inter objął prowadzenie. Bramka Serba do złudzenia przypomina jego gola strzelonego w meczu z Genuą z zeszłego roku, kiedy to Mediolańczycy rozgromili rywala wygrywając na jego stadionie 5:0. Jednak kwadrans później kibiców Interu uciszył Joel Matip dobijając strzała Papadopoulosa. Nerazzuri odpowiedzieli w 34. minucie golem Milito. W tej akcji świetnie zachował się Cambiasso, który po dośrodkowaniu Sneijdera dostrzegł lepiej ustawionego Argentyńczyka i wystawił mu piłkę jak na patelni zgrywając do niego głową. Wydawało się, żę na przerwę podopieczni Leonardo zejdą z jednobramkowym prowadzeniem. Nic bardziej mylnego. Zaledwie trzy minuty później Edu doprowadził do remisu dobijając piłkę, którą odbił do boku Julio Cesar. Do przerwy było zatem 2:2. Potem na boisku istniał tylko jeden zespół...i nie był to Inter Mediolan.Najpierw Raul, potem samobójczy gol Ranocchii dały prowadzenie 4:2. Mediolańczyków pogrążył zaś Edu. Schalke po raz pierwszy w historii strzeliło 5 goli w Lidze Mistrzów. Osiągnięcie tym większe, gdy weźmiemy pod uwagę na jakim etapie rozgrywek, z jaką drużyną i na jakim stadionie to następiło. Mediolańczyków pożegnały gwizdy. Gdyby ktoś przed meczem powiedział, że sprawa awansu zamknie się niemal na pewno na San Siro to wszyscy zgodnie stwierdziliby, że Inter jest w następnej rundzie. Tymczasem to Schalke niemal na pewno zagra z lepszym z pary Manchester United- Chelsea Londyn


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz