Bezbramkowym remisem zakończyło się spotkanie w grupie A, w którym Argentyńczycy grali z Kolumbią. Ten remis postawił podopiecznych Sergio Batisty w bardzo trudnej sytuacji. Po dwóch spotkaniach z dorobkiem zaledwie dwóch punktów zajmują drugie miejsce w grupie, ale dziś w nocy Boliwia gra z Kostaryką i jeśli to spotkanie wygra to będzie miała 4 oczka w swym dorobku. W ostatniej serii spotkań lider grupy, Kolumbia zagra właśnie z piłkarzami z Boliwii. W przypadku remisu w tym meczu ( o ile Boliwia zdobędą dziś 3 punkty) doszłoby do megasensacji, gdyż typowana do końcowego triumfu w rozgrywkach Argentyna musiałaby pożegnać się z Copa America.
Mecz z Kolumbią, który odbył się w Santa Fe toczony był w szybkim tempie, a bramkarze obydwu zespołów nie mogli narzekać na brak pracy. Co ciekawe więcej razy wykazać musiał się golkiper Albicelestes. Pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie Argentyńczycy. W 18. minucie piłka po ni to strzale, ni dośrodkowaniu Estebana Cambiasso o mało co nie wpadła za kołnierz bramkarza Kolumbii. Martinez był jednak czujny i sparował strzał na rzut rożny. Kilka minut później powinno być 1:0 dla Kolumbii. Po dośrodkowaniu Dayro Moreno fatalnie zachował się Adrian Ramos, który z odległości 5 metrów posłał piłkę nad bramką. W 25. minucie groźnie strzelał wspomniany wyżej Moreno, ale nieznacznie się pomylił.
Minutę później fatalny kiks Gabriela Milito sprawił, że oko w oko z bramkarzem Argentyny wyszedł Adrian Ramos. Minął go, lecz ofiarnym wślizgiem piłkę wybił mu Nicolas Burdisso. Zrobił to jednak na tyle niefortunnie, że tak spadła pod nogi Dayro Moreno, który miał pustą bramkę przed sobą. Strzał z 8 metrów minął jednak bramkę Argentyńczyków. To uderzenie zostanie prawdopodobnie wybrane jako kiks turnieju. Chyba sam Moreno nie wie, jak to możliwe, że w tak świetnej sytuacji piłka nie zatrzepotała w siatce.
Najgroźniejszą sytuację podopieczni Batisty stworzyli sobie w 34. minucie, kiedy to po świetnym, prostopadłym podaniu od Messiego, w sytuacji sam na sam znalazł się Lavezzi. Piłkarz Napoli trafił jednak wprost w nogi Martineza. W końcówce dobre strzały Falcao i Moreno obronił jeszcze Romero i na przerwę obie drużyny schodziły przy stanie 0:0. Z pewnością bardziej zadowoleni z tego obrotu sprawy mogli być Argentyńczycy, którzy powinni po pierwszej połowie przegrywać co najmniej jedną bramką. Z pewnością Socios sympatyzujący z reprezentacją Argentyny liczyli, że w drugiej połowie gospodarze turnieju zagrają dużo lepiej.
I rzeczywiście drugą połowę lepiej zaczęli Albicelestes, choć i tak w ich grze brakowało zgrania, koncentracji i dokładności. W 54. minucie strzał Javiera Mascherano z trudem obronił Martinez. 10 minut później po drugiej stronie boiska, bardzo dobry strzał z lewej nogi oddał Armero. Romero sparował to uderzenie końcówkami palców na rzut rozny. Dwie minuty później sam na sam z bohaterem poprzedniej akcji wyszedł napastnik FC Porto, Radamel Falcao i oddał bardzo mocny strzał, który z wielkim trudem odbił Sergio Romero. W 77. minucie mocny strzał Higuaina wybił na korner bramkarz Kolumbii,Luis Enrique Martinez, którego większość polskich kibiców kojarzy z bramki, jaką zdobył w Chorzowie, gdy pokonał Tomasza Kuszczaka z odległości około 80 metrów. W 90. minucie trzy punkty Los Cafeteros mógł zapewnić strzał Teo Gutierreza, ale jego uderzenie pewnie złapał bramkarz AZ Alkmaar.
Po remisie z Kolumbią piłkarzy pożegnały gwizdy argentyńskich kibiców, którzy nie wyobrażają sobie, by Argentyna nie awansowała z grupy do kolejnej rundy rozgrywek. Załamany swoją postawą, ale również dyspozycją kolegów był lider drużyny, Leo Messi. Mecze Copa America pokazują, jak wiele dla Messiego znaczy obecność Xaviego i Iniesty. Dwójka Hiszpanów rozgrywając umiejętnie piłkę w Barcelonie zawsze dawała troszkę więcej miejsca i luzu Messiemu, który gdy rozpędza się jest niemal nie do zatrzymania. Takich komfortowych warunków nie potrafią mu niestety zapewnić ani Ever Banega, ani Esteban Cambiasso. Kibicom Argentyny pozostaje wierzyć, że Argentyna pokona Kostarykę i liczyć na korzystne wyniki w pozostałych spotkaniach. Jeśli Albicelestes nie wyjdą z grupy to kto wie czy Sergio Batista nie będzie musiał uciekać, by skryć się w Andach.






